Glosator on Facebook

Back to history, czyli o źródłach naszego zawodu

Źródło: biblia.wiara.pl

Sztuka tłumaczeń rozwijała się już od starożytności. Jednym z najwcześniej udokumentowanych i jednocześnie najbardziej znanym ‘tłumaczeniem’ jest przekład Biblii autorstwa św. Hieronima. Nie miał on opinii doskonałego tłumacza, jednakże pomimo swoich niedoskonałości w znajomości języka hebrajskiego podjął się niesamowitego wyzwania, przetłumaczenia Biblii na język łaciński. Jego przekład, zwany Wulgatą, został przyjęty w kanon Kościoła Zachodniego a sam Św. Hieronim stał się patronem tłumaczy.

Z czasem nastąpił stopniowy rozkwit dziedziny tłumaczeń i tak w początkach sztuki translatorskiej królowało tzw. tłumaczenie dosłowne. Z biegiem lat, pod wpływem wielu czynników takich jak np. rozrost słownictwa, wykształciło się pojęcie tłumaczenia znaczeniowego, które w późniejszym okresie (dzięki rozwojowi dziedziny jaką jest literatura) przybrało formę tłumaczenia swobodnego. Ten typ tłumaczenia także przechodził zmiany. Po ostatecznych metamorfozach przybrał formę tłumaczenia adekwatnego, które stosowane jest do dziś.

Czytając ten wpis wielu z Was może się zastanawić nad słusznością zastosowania przeze mnie określenia „sztuka translatorska”. Od wieków trwają dyskusje, czy tłumaczenie jest w swej istocie sztuką, nauką, czy rzemiosłem. Tłumacze dosłowni, tacy jak Gregory Rabassa (autor „If This Be Treason”) utrzymują, że tłumaczenie jest sztuką, ale taką, której można się nauczyć. Inni tłumacze, głównie ci, którzy zajmują się przekładem technicznym, biznesowym lub prawnym, postrzegają swój zawód jako rzemiosło – takie, które nie tylko może być wyuczone, ale również takie, które jest przedmiotem analizy językowej i które czerpie z wiedzy akademickiej.

Zaufali nam